niedziela, 22 września 2013

Rozdział 1

Rozdział pierwszy, według mnie jest słaby, ale jakoś trzeba zacząć, potem zrobi się ciekawiej, obiecuję :>
No i mój twitter - @MartynaTrololo. Miłego czytania. c:
____________
Siedziałam na przystanku, czekając na autobus do Krakowa. Nareszcie moje marzenia zaczynały się spełniać. W ręku trzymałam dużą, czarną walizkę i myślałam tylko o tym, że wreszcie zobaczę Florence. Tak dawno się nie widziałyśmy, że bałam się tego spotkania. Nagle poczułam owiewające mnie zimne powietrze i zdałam sobie sprawę, że zaczyna się robić chłodno. Trochę za lekko się ubrałam. Nadjechał autobus i zaczęłam robić się trochę niepewna, bo nie wiedziałam, co mnie w nim czeka. Weszłam do środka i wzrokiem od razu zaczęłam szukać przyjaciółki.
- Boże, Eri, tu jestem, ślepa czy co? - usłyszałam nagle i zdałam sobie sprawę, że Florence macha mi ręką z tylnych siedzeń przez dłuższy czas. Szybko do niej podeszłam i wyściskałam na przywitanie.
- Jasne, jestem ślepa. - zaśmiałam się i usiadłam obok. 
- I jak tam samopoczucie? - widziałam troskę na jej twarzy, wiedziałam o czym mówi, jednak postanowiłam trzymać się planu.
- Co? - zapytałam, starając się zabrzmieć najbardziej obojętnie, jak to możliwe.
- Ty już dobrze wiesz co. - zdenerwowana wlepiła twarz w widok za oknem.
- Po prostu chcę o tym zapomnieć, ok? Nie chcę więcej o tym mówić. - starałam się zabrzmieć łagodnie, ale wiedziałam, że i tak ją rozzłoszczę.
- Naprawdę nigdy nie chciałaś iść z tym na policję? - złapała mnie za rękę. Była zimna.
- Nie. Dobrze wiesz - już po wszystkim. - wgapiałam rękę swoje buty i nagle, sama się tego nie spodziewając, wyrwałam swoją rękę spod jej.
- Myślę, że byłoby ci łatwiej, gdybyś nie musiała nic ukrywać. 
- Nie, Flo, mam dosyć. - wiedziałam, że jeszcze chwila tej rozmowy i się rozpłaczę. - Porozmawiajmy o czymś innym.
- Dobra. - poddała się, chociaż miałam wrażenie, że i tak wróci do tematu. - Mieszkanie jest naprawdę fajne, poza tym nie wierzę, że przyjęli mnie do szkoły.
- Ta, to już wiem. - uśmiechnęłam się. - Jak tam twoich 8 chłopaków?
- Spierdalaj, Eri. - wzruszyłam ramionami i założyłam na uszy słuchawki. Widziałam samochody jadące obok nas i ludzi chodzących po ulicach. Teraz dopiero wszystko się zaczynało. Całe moje życie znajdzie tu swój nowy początek. Powieki powoli opadały, zasypiałam.
Styczniowe, zimne popołudnie. Śnieg padał grubymi płatami na zlodowaciałą ziemię, przysypując ją swoim białym puchem. 
- Hej, młoda. - usłyszałam brata nad uchem i wstałam z drewnianej ławki. Jak zwykle wziął mnie na barana i zaczęliśmy wchodzić w mgłę. Bałam się. Chciałam zejść z jego pleców, ale on tylko podtrzymywał mnie mocniej. - Ej, chyba nie chcesz spaść, co?
- Keith, puść mnie. - wyszeptałam w jego kurtkę, czując zbliżające się łzy.
- Nie. - odpowiedział gardłowym głosem i zaczął się śmiać. Tak samo jak zawsze - histerycznie, jak wariat.
- Eri, obudź się! - zerwałam się na nogi i natychmiast usiadłam, bo pojazd mnie do tego zmusił. Czułam, że mam mokre oczy. Wzięłam parę głębokich oddechów. - Wszystko w porządku?
- Tak, jasne, miałam... zły sen. - wydukałam.
- Oczywiście. - prychnęła i wróciła do czytania grubej książki, którą wzięła na podróż. Właściwie ktoś z boku mógłby pomyśleć, że wcale nie zachowujemy się jak przyjaciółki, ale było zupełnie inaczej.

- TO.MIESZKANIE.JEST.IDEALNE. - stałam tam z otwartymi ustami i zachwalałam wszystko w pomieszczeniu. Rzuciłam się na łóżko. - Kurwa, ale mientkie. - Pobiegłam do łazienki i zaczęłam wszystko przeglądać, ogólnie szalałam.
- Nie gadaj. - Flo stała w drzwiach i śmiała się z mojej głupoty. Zaraz potem weszła, zdjęła buty i też się położyła.
- Jak udało ci się to kupić za takie pieniądze? - szczerze się zdziwiłam. Wcześniej właściwie nie pytałam przyjaciółki o szczegóły - powiedziała mi, że mieszkanie jest w porządku, więc jej uwierzyłam.
- Mam znajomości. 
Mieszkanie było spełnieniem moich marzeń, zawsze chciałam mieć loft, jeszcze tak cudownie urządzony. Dominowała biel, ale były też akcenty szarości, beżu i brązu. Sypialnia z dwoma łóżkami była połączona z kuchnią i małym pokojem do nauki. Wielki parapet, na którym można było usiąść i podziwiać światła miasta był wyłożony poduszkami i kocami.
- Kocham cię za to miejsce. - zapiszczałam i rzuciłam się na nią.
- Wiem, ja ciebie też. - zrzuciła mnie z łóżka i jakby nigdy nic poszła do łazienki.
- Długo będziesz się kąpać? - krzyknęłam jeszcze przez drzwi.
- A czego chcesz?
- Nic, tylko śmierdzisz. Idę na miasto. - wzięłam torebkę, wrzuciłam do niej klucze i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Miałam zamiar zrobić zakupy, więc poszłam od razu do supermarketu. Uwielbiałam duże miasta, tutaj po prostu czułam, że żyłam. Wieś mnie zabijała, nie mogłam już tam wytrzymać. 
Sięgnęłam na najwyższą półkę po muesli, ale nie mogłam dosięgnąć. Boże, dlaczego jestem taka niska? Zobaczyłam jakiegoś chłopaka obok mnie i stwierdziłam, że jest dość wysoki.
- Hej, pomógłbyś mi to ściągnąć? - uśmiechnęłam się i wskazałam na pudełko.
- Jasne. - podał mi je, ale wciąż nie odchodził. Popchałam wózek do przodu, a chłopak ruszył za mną. - Jak masz na imię? 
- Erica, a ty? - zapytałam właściwie z czystej uprzejmości. Nie lubiłam nawiązywać kontaktów z ludźmi, ale w końcu kiedyś będę musiała się przełamać.
- Oscar. - błysnął swoimi białymi zębami gdy na niego popatrzyłam. 
- Co tutaj robisz?
- No wiesz, myślałam, że w sklepie robi się zakupy, ale teraz sama nie wiem. - prychnęłam z sarkazmem, ale też się zaśmiałam.
- Tak, śmiej się - po prostu chciałem jakoś zacząć rozmowę. - wydawał mi się słodki i ciapowaty. Dokończyłam zakupy i zmierzając do kasy ten nagle przystanął. - Mogę cię gdzieś zaprosić, żeby lepiej się poznać?
- Właściwie nie wiem. - odpowiedziałam szczerze. - Chcesz mój numer?
- Jasne. - podałam mu go, zapłaciłam za zakupy i wyszliśmy na parking. Zrobiło się ciemno i teraz dopiero można było zobaczyć urok tego miasta.
- Nie jest ci zimno? - zapytał, a ja tylko się zaśmiałam. Wiedziałam do czego zmierza.
- Nie. Muszę już iść. To na razie. 
- Nie, czekaj, odprowadzę cię. - szybko mnie dogonił i jak widać miał zamiar iść ze mną.
- Poradzę sobie, dobra? Pa. - odeszłam szybkim krokiem, żeby tylko nie mógł mnie dogonić. Chciałam być już jak najszybciej w mieszkaniu.

- Flo, zgadnij co! Poznałam kogoś! - wydarłam się, chociaż w pokoju było ciemno i wiedziałam, że dziewczyna śpi. Nie odezwała się, więc poszłam do łazienki, przebrałam i weszłam do łóżka. Miałam nadzieję, że przynajmniej dzisiejszej nocy nie będę miała koszmarów.

- Eri, jesteś pierdolnięta. - takim stwierdzeniem przywitała mnie z rana moja przyjaciółka. - Gdzieś się szwendała po nocy? 
- Jakbyś nie spała to byś wiedziała. - odpowiedziałam tylko i zaczęłam robić sobie śniadanie. Florence patrzyła na mnie przez chwilę.
- Gadaj! - zaczęła skakać za moimi plecami, więc ją odepchnęłam.
- Poznałam chłopaka w sklepie. Zdjął mi muesli z półki.
- CO?
- Mam powtórzyć? - wyszłam do sypialni i włączyłam telewizor. - Co dzisiaj robimy?
- Czekaj, jaki chłopak? - Flo była chyba całkiem zdezorientowana. Usiadła koło mnie i zaczęła się wgapiać w swoje kanapki.
- Normalny, błagam cię. Pytam gdzie dzisiaj idziemy? - zaczynałam się zastanawiać po co właściwie jej o nim powiedziałam. Przecież to nie było nic wielkiego. Chyba chciałam pokazać, że też umiem rozmawiać z ludźmi.
- Okeeeeeej. Myślałam, żebyśmy pozwiedzały trochę miasto. Wiesz, dopóki mamy wakacje.
- No dobra, chcesz iść na Wawel i takie tam? - przełączałam kanały bez zastanowienia.
- Tak myślałam, ale jak chcesz to możemy iść gdzieś indziej. 
- Nie, jest ok.
Po śniadaniu ubrałyśmy się i poszłyśmy zwiedzać Kraków. Na początku kupiłyśmy mapę, bo Flo stwierdziła, że się zgubimy. Tak naprawdę całe zwiedzanie było nudne, więc powiedziałam, że nigdy więcej tego nie zrobię. Jeśli chodzi o takie sprawy jak muzea, albo zabytki to Flo była naprawdę przewrażliwiona. Na przykład w miejscach gdzie nie powinno się rozmawiać ona naprawdę nie rozmawiała. Dziwne. 
Gdy wróciłyśmy obydwie padłyśmy na nasze łózka i zasnęłyśmy w ubraniach. Na następny dzień na pewno nie będę mogła chodzić. 

I nawet nie zauważyłam, że na telefonie mam 9 nieodebranych połączeń.


poniedziałek, 16 września 2013

Prolog.

Więc zaczynam i to opowiadanie mam zamiar doprowadzić do końca, wszystko mam dokładnie przemyślane, każdy bohater jest mam nadzieję dobrze zaplanowany i myślę, że czasami może mi brakować jedynie czasu. Rozdziały nie będą publikowane regularnie, ale myślę, że zawsze będzie jeden na dwa tygodnie. Ok, w takim razie proszę o szczere komentarze i jeśli się podobało możecie dać mi follow na twitterze: @MartynaTrololo. Do tych, którzy czytali moje poprzednie opowiadanie - możliwe, że do niego wrócę, ale nic nie obiecuję. Do pierwszego rozdziału i miłego czytania! c:
____________________
Gorąc na dworze powoli ustępował miejsca chłodnemu, letniemu wieczorowi, więc dziewczyna wyszła z domu i usiadła w bujanym fotelu stojącym na ganku z książką w ręku. Uwielbiała wieczory takie jak ten, choć właśnie wtedy dopadała ją nostalgia i stwierdzała jak bardzo samotna jest i jak bardzo pragnęłaby kogoś bliskiego. Niestety wszyscy zawsze się od niej odwracali i naprawdę nie wiedziała jaka jest w tym jej wina. Była gnębiona w szkole, wyśmiewana i zastraszana - po prostu każdy miał ją za śmiecia i nawet ci, którzy chcieli się z nią zadawać byli tłamszeni przez tych z większą popularnością. Popatrzyła na światła w domku naprzeciwko. Ludzie krzątali się w kuchni, śmiali się z czegoś i robili kolację - znała ich córkę, chodziła z nią do szkoły, ale tamta nawet jej nie zauważała. A Erica tak często patrzyła w to okno i podziwiała ją za idealne życie, prawdziwą miłość, szczerą przyjaźń i kochającą rodzinę. Ona za to nie miała żadnej z tych rzeczy. Przeniosła wzrok na książkę i zaczęła czytać, ale po chwili wiatr stał się zbyt natarczywy i wróciła do domu. Zatrzasnęła za sobą drzwi i weszła na schody.
- Erica? Oglądamy razem film? - w połowie drogi usłyszała jeszcze jak mama wydarła się z salonu, gdzie zapewne oglądała w telewizji jakąś głupią komedię. Czasem urządzały sobie wieczory filmowe, ale robiły to tylko dlatego, że nie przychodziły do niej żadne przyjaciółki ani nawet koleżanki. Matka nie miała pojęcia o sytuacji dziewczyny i o tym jak jest traktowana, więc często wypytywała o te rzeczy. Kiedyś zapytała o to czy czasami nie wstydzi się swojego domu lub tego, że jej rodzice są po rozwodzie. Erica miała wtedy ochotę po prostu uciec z płaczem - oczywiście, że wcale nie chodziło o to.
- Nie, mamo, pójdę się wykąpać.

Wzięła gorącą kąpiel, założyła majtki i jakiś przypadkowy za duży t-shirt po czym wsunęła się pod kołdrę. Wiedziała dobrze o tym, co miała zamiar zrobić w nowym roku szkolnym. Miała już dość, a teraz był najlepszy moment by zacząć działać. Pójdzie na studia, nikt nie będzie jej tam znał, zacznie wszystko od początku. Miała już wynajęte mieszkanie wraz ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa prawie w samym centrum Krakowa. Nie było ono tanie, ale mieli dużo oszczędności, poza tym ojciec chciał się wkupić w jej łaski i ciągle przysyłał pieniądze. Właściwie to dobrze, ale często było jej go żal, bo rozwód wcale nie był jego winą - nie był jednym z tych złych ojców, po prostu wtedy, gdy wszystko zaczęło psuć się w jego życiu nie miał wystarczająco dużo doświadczenia, by nad tym zapanować. Czasem go odwiedzała, ale mieszkał w Niemczech, widzieli się więc raz lub dwa w roku. Jutro zacznie się pakować, wyjeżdżają już w następnym tygodniu. Florence ciągle do niej pisała i była naprawdę podekscytowana - ona nigdy nie miała problemów z nawiązywaniem kontaktów, zawsze mówiła to, co myślała i co najważniejsze - nie zostawiła Ericki samej, kiedy ta najbardziej tego potrzebowała.

Wraz ze spływającą po policzku łzą już wiedziała - postara się o wszystkim zapomnieć i nigdy już nie wspomni o swojej tajemnicy. Nigdy.